Dręczenie w pracy

Wojciech Staszewski (10-03-02 19:33)

Czy Twój szef Cię szykanuje, poniża, gnębi? Jeśli tak - to jesteś ofiarą mobbingu, czyli dręczenia w pracy.

Agnieszce O. skończyła się umowa na okres próbny. Szef oznajmił, że podpisze kolejną, ale z niższą pensją. - Zawsze coś znalazł, żeby się przyczepić. W dodatku jak ochrzaniał, używał wulgaryzmów. Potrafił naprawdę upodlić.

Pewnego razu wpinała kartki w segregator. Wyszło trochę krzywo. - Równie dobrze mogła pani ten segregator wysmarować gównem - usłyszała.

Szef wyznaczył pracownikom piętnastominutowe przerwy na jedzenie i picie. Poza nimi nie wolno było nawet nalać sobie wody. - Mieliśmy prywatne kubki - wspomina Agnieszka O. - Zmywaliśmy je po pracy. Raz zmywanie zostało. Następnego dnia rano szef kazał sekretarce zapakować wszystko w worek i wynieść na śmietnik. Na szczęście zrobiła to delikatnie i wygrzebaliśmy potem te kubki. Oczywiście po pracy, bo wcześniej nie pozwolił nam wyjść.

Agnieszka O. miała dosyć, odeszła.

Tomasz W. pracował w dużej firmie handlowej. Odszedł m.in. z powodu odzywek szefa. Do sekretarki: - Przynieś mi papierosy. Dobrze ci zrobi, jak się przejdziesz, bo za gruba jesteś. Do pracownika z oddziału terenowego: - Pan też mógłby pewnie coś zrobić, ale przecież wy z tego Poznania to jaj nie macie. Do pracownika z działu, w którym wcześniej zwolniono inną osobę: - Niech pan nie siedzi taki zadowolony, bo pan tu jest tylko dlatego, że jak zrobiłem wyliczankę, to wypadło na tamtego. Do przedstawicieli handlowych firmy, połowa to kobiety: - Może byście wreszcie palec z dupy wyjęli i wzięli się do roboty.

Układy i wolna amerykanka

Mobbing to dręczenie, gnębienie, szykanowanie, poniżanie ludzi w pracy. Na Zachodzie zaczęto o tym mówić kilkanaście lat temu. Niemiecki psycholog Heinz Leymann pracujący w Szwecji zauważył, że mnóstwo problemów rodzinnych wynika ze stresu w pracy. Obliczył, że ofiarami mobbingu pada 3,5 proc. szwedzkich pracowników. Ale brytyjska organizacja pozarządowa Stowarzyszenie Przemysłowe w przeprowadzonych ostatnio badaniach uznała, że w Wielkiej Brytanii dotyczy to nawet 10 proc. zatrudnionych.

W Polsce nie przeprowadzono dotąd ogólnokrajowych badań. Rozprowadzono za to ankietę wśród nauczycieli: dręczonych w pracy czuje się aż 60 proc. - Tu nie chodzi o pojedyncze konflikty, ale o długie, trwające ponad pół roku nękanie - mówi organizatorka badań dr Krystyna Kmiecik-Baran, socjolog.

Tydzień temu dałem w ?Gazecie? ogłoszenie: ?Zadzwoń do reportera - dręczenie w pracy?. Przez trzy dni odebrałem kilkadziesiąt telefonów i drugie tyle e-maili. Były wśród nich relacje niewiarygodne. W kilku przypadkach uznałem, że problemem nie jest sadystyczny szef, lecz mający o sobie zbyt wysokie mniemanie pracownik. Jednak z większości historii wyłaniała się codzienna gehenna. Osiem godzin ?polowania?. Obciążanie pracą nie do wykonania albo wręcz przeciwnie - nie dawanie żadnej pracy. I ciągła niepewność, za co tym razem szef ?opieprzy?.

Pracownicy z budżetówki (szkół, szpitali) mówili, że u nich dręczenia jest najwięcej, bo szefów nie weryfikuje rynek i o wszystkim decydują układy. Z kolei pracownicy firm prywatnych przekonywali, że to oni mają gorzej, bo na państwowym są jakieś związki zawodowe i przepisy, a u prywatnego - wolna amerykanka.

W grudniu po południu

W styczniu zeszłego roku pielęgniarkę Teresę S. przeniesiono do innej przychodni, ale w tym samym katowickim ZOZ-ie. Zaczęła dobrze, lekarze ją chwalili, okulista nawet na piśmie. Nie układało się jednak z bezpośrednią przełożoną. W lipcu Teresa S. poprosiła o urlop. - Nie zgadzam się, jest mi pani potrzebna. Nie obchodzą mnie pani małe dzieci. - To kiedy mogę wziąć urlop, pani przełożona? - W grudniu po południu.

Na jesieni Teresa S. zasłabła w pracy i poszła na zwolnienie. Potem - zgodnie z przepisami - poszła do lekarki zakładowej po orzeczenie dopuszczające do pracy. Wszystkie badania wypadły dobrze i lekarka dopuściła ją do pracy ale... nie w gabinetach i nie w rejestracji. W kadrach powiedzieli: nie mamy innej pracy niż w gabinetach i w rejestracji. I posłali na tygodniowy urlop. Potem wydano nowe orzeczenie: Teresa S. może podjąć pracę w rejestracji, ale bez kontaktu z pacjentem i z telefonem.

- Jaki jest zakres moich obowiązków, bo nie wiem, co mam robić? - zapytała przełożonej.

- Niech pani gwiazdy liczy, szlaczki maluje. Tu jest pani miejsce - odparła przełożona i wskazała stolik na zapleczu.

Teresa S. zna ten dialog na pamięć, słuchała go wiele razy. Od pewnego momentu zaczęła nagrywać rozmowy z szefową na pożyczonym od córki dyktafon

ie.

Tego samego dnia po południu: - Pani przełożona, nie podejmę pracy, dopóki mi pani nie wyznaczy odpowiedniego stanowiska pracy i zakresu obowiązków.

- A co pani uważa? Że pani gwiazdkę z nieba przyniosę? Ma pani pracę, tam jest zaplecze, tam jest biurko.

Teresa S. zmierzyła sobie ciśnienie - 180 na 90. Wysokie jak nigdy. Poszła do lekarza, a jak wróciła po zwolnieniu, czekało już na nią wymówienie z trzymiesięcznym terminem. Jest teraz na zaległym urlopie, poszła z kasetą do Inspektoratu Pracy. Ale usłyszała, że kaseta to żaden dowód, że jakaś koleżanka musiałaby poświadczyć takie zachowanie przełożonej. - Teresko, przepraszam, ja mam męża chorego, nie mogę stracić pracy - powiedziała koleżanka.

Udowodnij, że jesteś kozłem

- Możemy pomóc pracownikowi tylko wtedy, gdy pracodawca łamie przepisy. A zjawisko mobbingu nie jest objęte prawem pracy w Polsce - mówi rzecznik prasowy Państwowej Inspekcji Pracy Joanna Grzywińska. - Docierają do nas pojedyncze skargi, że pracodawcy stosują psychiczny terror. Jeśli sprawdzamy takie zgłoszenia i okazuje się przy okazji, że pracodawca np. nie podpisywał umowy o pracę, wtedy inspektor interweniuje. Ale to nie jest klasyczny mobbing, tylko naruszenie prawa. Klasyczny mobbing jest trudny do udowodnienia.

Irena Kubiura, rzecznik sądu okręgowego w Warszawie: - Nie było u nas dotąd żadnej sprawy o dręczenie pracownika. Jeżeli nawet to się zdarzyło, to powodowie motywują to inaczej: np. że wypowiedzenie było niezasadne. To bowiem można łatwo udowodnić. Trudniej byłoby dowieść, że ktoś był kozłem ofiarnym albo że celowo dawano mu tyle pracy, żeby nie mógł się wyrobić.

Jak na przesłuchaniu

Poprzednie lato dla Krystyny L. było burzliwe. Jeszcze w lipcu pracowała spokojnie w małej kilkunastoosobowej firmie organizującej targi handlowe. W połowie miesiąca przyszła nowa szefowa. I się zaczęło. - Ilekroć do niej szłam, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Wypytywała, jak oceniamy koleżanki, czy coś źle zrobiły. Stosowała metody śledcze. Człowiek się czuł, jak na przesłuchaniu.

Nowa szefowa przebudowała siedzibę. Na dole umieściła biurka wszystkich pracownic, a sobie zrobiła gabinet na antresoli. Kiedy podwładne rozmawiały ze sobą, wypytywała, o czym mówią.

- Wydawała polecenia w taki sposób, że nawet najlepsi tracili pewność siebie. Atmosfera strachu, nieufności i bezradności - wspomina Krystyna L. - Trudno zresztą powiedzieć, co to było. Jakby uderzyła, to można by pójść do sądu. A tak, to co?

Krystyna L. złożyła wymówienie, poszła do konkurencji. Po niej odeszły wszystkie koleżanki - poza sekretarką. Sekretarka wcześniej prosiła dziewczyny: - Nie mówcie mi za dużo, żebym nie musiała powtórzyć, bo jestem odpytywana.

Przykuty do biurka

W czasie recesji firmy walczą o przetrwanie, a stosunki między ludźmi robią się coraz bardziej napięte. Tyle że ?nerwowo? wcale nie znaczy ?efektywnie?. Doradca Volkswagena Georg Volk tłumaczył na łamach ?Time'a?, że zmniejszenie napięć w pracy jest korzystne z punktu widzenia pracodawcy. Pracownicy nie muszą leczyć nerwic, wrzodów żołądka, a obniżenie absencji, nawet o 1 procent, przynosi Volkswagenowi 50 mln dol. oszczędności rocznie.

Nowy dyrektor elektrociepłowni w P. chciał zwolnić jednego z pracowników - Janusza K. Ale nie było to możliwe, bo Janusz K. był też radnym, a radnego chronią przepisy. Dyrektor postanowił więc, że Janusz K. zwolni się sam. Z odpowiedzialnej funkcji mistrza (w elektrociepłowni to jak kontroler lotów na lotnisku) przeniósł go do biura. - Posadził mnie w osobnym pokoju, bez telefonu. Tak przesiedziałem cały sezon remontowy, od maja do października, nic nie robiąc. A on mnie pilnował. Jak czytałem gazetę, to wrzeszczał, że mi zabierze premię. Jak wyszedłem do ubikacji, to wydzierał się, że opuszczam stanowisko pracy - opowiada Janusz K. - To się nie da opowiedzieć, jakie ja udręki przeszedłem. Upodlony, załamany psychicznie. Gdyby nie sport, tobym się załamał. Wracałem z pracy i wsiadałem na rower. Ale i tak trudno było zabić myśli: co będzie w następnym dniu. Teraz zapieprzam jako ślusarz i się cieszę, że pracuję. Ale leki uspokajające nadal biorę.

Nikt tu pana nie lubi!

Stanisław S. w przedsiębiorstwie komunikacyjnym przeprowadzał inwentaryzację. Dyrektor życzył sobie protokołu bez żadnych uwag, a Stanisław S. uwagi miał. Oddał protokół dyrektorowi i poszedł do siebie - ale okazało się, że jego biurko zostało już wyniesione, a rzeczy spakowane do pudełek.

- Panie dyrektorze, nie mam gdzie siedzieć.

- Powinienem pana zwolnić, bo pana tu nikt nie lubi - odpowiedział dyrektor. Najpierw wyznaczył mu miejsce w warsztacie, gdzie Stanisław S. siedział przez trzy miesiące (w białej koszuli i garniturze) i nic nie robił. Potem posłał go do kontrolowania czystości przystanków.

Piękny bankiet zorganizowałaś!

Marta D. została dyrektorem ds. marketingu w terenowym oddziale dużej firmy medialnej. Była szczęśliwa. Do czasu, kiedy szef na kolegiach zaczął ignorować jej wypowiedzi albo opatrywał je ironicznymi komentarzami. Dyskredytował ją w oczach podwładnych.

Oddział organizował uroczysty bankiet. Uzgadniała ze współpracownikami ostatnie szczegóły: - Dziś obdzwonię agencje reklamowe i potwierdzę zaproszeni

a.

Usłyszał to szef: - Nie zawracaj sobie tym głowy, masz ważniejsze sprawy. Moja sekretarka obdzwoni za ciebie agencje.

Na bankiet przyszły tylko cztery spośród kilkudziesięciu zaproszonych osób. Do Marty D. podszedł wściekły szef i zaczął ją ochrzaniać przy ludziach: ?No i co? Piękny bankiet zorganizowałaś. A gdzie twoje agencje??. Marta D. rozpłakała się i wyszła. - Po kilku podobnych numerach odeszłam z pracy. Leżałam w domu i patrzyłam w sufit przez trzy miesiące, włosy wychodziły mi garściami - mówi.

Ciąża szczególnie chroniona

- Łatwym obiektem mobbingu są kobiety w ciąży - mówi Joanna Grzywińska z Państwowej Inspekcji Pracy. - Pracodawcy potrafią dawać im do zrozumienia, że nie są w pełni przydatne. Ale one powinny pamiętać, że prawo szczególnie je chroni. Pracodawca nie może ich zwolnić, zatrudniać w porze nocnej, zmuszać do pracy w godzinach nadliczbowych.

Tyle teorii. Jolanta W. wróciła do pracy we wrocławskim banku po urlopie wychowawczym. - Jest pani pod obserwacją - powiedziała jej szefowa. Po czym nie dawała żadnej pracy. Przez pół roku Jolanta W. dostała tylko sześć spraw do opracowania, gdy inni otrzymywali tyle co miesiąc. Siedziała, surfowała po internecie i w tajemnicy przed szefową pomagała koleżankom. Odeszła do innego banku.

Buduj swoją pozycję!

Jak walczyć z dręczeniem w pracy? W Skandynawii istnieje prawo antymobbingowe, które m.in. obciąża pracodawcę kosztami leczenia chorób spowodowanych dręczeniem. Krystyna Kmiecik-Baran dodaje, że w zakładach pracy powinny działać zespoły, które wychwytywałyby konflikty we wczesnej fazie.

Prof. Krzysztof Obłój, specjalista od zarządzania z Uniwersytetu Warszawskiego radzi dwie techniki: poprawę własnej pozycji i uodparnianie emocjonalne. - Można zbudować w firmie swoją koalicję, która jest niczym siatka ratunkowa w każdej sytuacji. To może być koalicja profesjonalna, emocjonalna, oparta na wspólnej władzy - jakakolwiek. Taką koalicję warto też rozszerzać przez układy zewnętrzne - z klientami, dostawcami itp. W miarę jak pracownik buduje wielorakie wpływy, coraz trudniej wywierać na niego niesprawiedliwą presję - wyjaśnia prof. Obłój. - A uodparnianie emocjonalne? Pewnymi rzeczami nie wolno się przejmować, należy budować poczucie własnej wartości w inny sposób niż przez karierę zawodową. Jeśli szef chce się znęcać nade mną, zawalać bezsensowną robotą to proszę bardzo, mnie to nie dotyczy, bo i tak jestem dobry, a zawsze i tak mam jedną podstawową opcję: odejść, a przedtem głośno powiedzieć, co się o tym myśli.

- Zachodni badacze mówią, że szefowie często nie wiedzą, jakie krzywdy wyrządzają ludziom swoim postępowaniem - dodaje Krystyna Kmiecik-Baran. - Kiedyś opowiadałam dyrektorowi pewnego przedsiębiorstwa o osobie poddanej mobbingowi. Dyrektor tak się wzruszył losem tego pracownika, że postanowił go zatrudnić. Kiedy doszło do konfrontacji okazało się, że to jego podwładny, którego on nieświadomie dręczył.